Tuesday, March 12, 2013

03. Jesteś niczym słońce na zachmurzonym niebie.


Od matrioszki: u mnie źle i fatalnie, dlatego bez zbędnych ceregieli zapraszam na trójkę.
dziękuję za każdy Wasz komentarz. jesteście niesamowicie. kocham Was. x
rozdział na mojego małego Gosiaczka, która domagała się dedykacji ostatnio, ale ja jak to ja - zapomniałam. masz teraz, dzióbku! tęsknię za Tobą! xx
nowy rozdział w niedzielę. chyba. o ile nie oszaleje. 
a na razie zostawiam Was z rozdziałem i dwoma obrazkami Nosha (:



***



Liam ciężko westchnął, kiedy kolejna, wyciągnięta z dna szafy, koszula okazała się być tak mocno pognieciona, że wyprasowanie jej w przeciągu dwudziestu minut graniczyło z cudem. Nie mógł poprosić siostry, o pomoc, bo nie dość, że nie było jej jeszcze w domu, to z pewnością nawet nie wpuściłaby go do swojego pokoju. Poza tym, wychodził z założenia, że mając prawie osiemnaście lat, mógł sam sobie wyprasować koszulę, chociaż rzadko to robił. Nie potrzebował do tego dziewczyny. Liamowi wpadło jeszcze do głowy, że może mógłby pożyczyć coś od ojca. Szybko jednak wyrzucił ten pomysł z głowy, słusznie zauważając, że rodziciel jest od niego wyższy o dobre półtora głowy, oraz potężniej zbudowany – jego koszula wisiałaby na Liamie, niczym worek na śmieci.

Szatyn na nagą klatkę piersiową wciągnął czarny, gładki podkoszulek dochodząc do wniosku, że raz może porzucić koszule w kratę, na coś zdecydowanie bardziej luźnego i prostego.

Dźwięk zatrzaskanych drzwi, wyrwał go ze stanu, w jakim znalazł się, przez szukanie czegoś na imprezę u Eleonore i Cher, przyjaciółek całej szkoły. Obie miały takie charaktery, że zwyczajnie nie dało się ich nie lubić. Zawsze zrobią wszystko dla przyjaciół, byle by nie byli zdołowani, zasmuceni, czy zdesperowani. Tryskała od nich energia, którą można było poczuć, jeszcze przed ich wejściem do szkoły. Były dobrymi duszkami, pragnącymi szczęścia wszystkich, nawet nauczycieli. Do tego były jedną z homoseksualnych par, które otwarcie przyznały się do swojej orientacji, nie szczędząc sobie przy tym czułości na korytarzach, ignorując krytyczne uwagi dyrektora, oraz innych uczniów.

Przejeżdżając dłonią po włosach, zdał sobie sprawę, że nie słyszał kroków Kayi po schodach, czy dźwięku zamykanych drzwi od jej pokoju. Wyjrzał na korytarz, ale prócz przytłumionego przez ściany męskiego głosu, nie słyszał nic więcej. Ostatni raz spojrzał w lustro, w kieszenie jeansów wsadził telefon z portfelem i kluczami od domu, poczym zszedł na dół.

Jego siostra w stroju sportowym, rozciętym łukiem brwiowym i wyraźnym siniakiem na odkrytym ramieniu, siedziała po turecku na kanapie, w najlepsze jedząc lody czekoladowo-bananowe, prosto z małego kwadratowego pudełka, oglądając przy tym jakąś brazylijską telenowele, całkowicie ignorując stojącego nad jej głową Zayna.

- Co się stało? – zapytał szatyn, opierając o futrynę.

Kaya nawet na niego nie spojrzała. Jadła lody, co jakiś czas wybuchając śmiechem, kiedy brazylijski aktor powiedział coś, co w jej mniemaniu było śmieszne. Zayn teatralnie wywrócił oczami, zwracając się do kumpla, który w dalszym ciągu oczekiwał odpowiedzi na swoje pytanie.

- Wdała się w bójkę z dziewczyną ze swojej drużyny. Przyszedłem, kiedy trener bezskutecznie próbował je rozdzielić – wyjaśnił, czochrając związane w koka włosy Kayi.

- Sama zaczęła – oburzyła się szatynka, nie patrząc na chłopaka – obraziła Nialla. Poza tym wygląda znacznie gorzej niż ja. Powinieneś być ze mnie dumny, Liam.

- No pewnie i co jeszcze? Może mam bić ci brawo i składać pokłony? – sarknął.

- Przydałby mi się masaż stóp, ale skoro chcesz mi się kłaniać, to droga wolna – wzruszyła niedbale ramionami, wpakowując sobie do ust kolejną łyżkę lodów. – Lody mi się kończą. Weźcie skoczcie do sklepu, co? We dwóch przyniesiecie ich znacznie więcej.

- Impreza za dwadzieścia minut – zauważył Liam, podchodząc bliżej niej. – A ty nie gotowa, co z tobą?

- Grzeczność wymaga spóźnienia – pokazała mu język – więc, jak będzie z moimi lodami, panowie?

- Ja mam ochotę na innego loda – Zayn poruszył sugestywnie brwiami, za co dostał nie tylko od Kayi, ale także od Liama, który w tym momencie patrzył na niego lodowato. – Troskliwy braciszek się nagle w tobie odezwał, Payne?

- Zawsze i wszędzie, Malik. Wypad po lody dla Kayi, przy okazji weź mi paczkę owocowych gum do życia. Ja muszę zamienić z nią słówko.

Dziewczyna posłała bratu surowe spojrzenie, zapychając policzki lodami.

- Dobrze, że podkreśliłeś, że do żucia, bo już byłem gotów kupić ci truskawkowe prezerwatywy – wybuchł niepohamowanym śmiechem, kiedy wyszedł z ich domu.

Przez jakiś czas między rodzeństwem panowała cisza. Kaya z prawdziwą ciekawością oglądała kolejny odcinek, w najlepsze jedząc lody czekoladowo-bananowe, które były jej ulubionym smakiem, co jakiś czas sięgając po ciasteczka, stojące na stoliku do kawy. Wydawała się całkowicie ignorować Liama, który uważnie przyglądał się jej profilowi, a konkretnej małej ranie nad brwią, ze zaschniętą krwią. Bez słowa wstał z sofy, na której usiadł chwilę wcześniej, by bez zbędnych słów zwrócić na siebie uwagę Kayi i wyszedł do łazienki na parterze, skąd zabrał apteczkę.

- Liam – wydusiła Kaya, czując na swojej skórze delikatne palce swojego brata, który zaczął dezynfekować jej ranę.

- Jak ja tego nie zrobię, to Zayn tym bardziej – puściłem jej oczko, na co ona wywróciła oczami. – Więc… bójka w imieniu Nialla?

- Tak jakby – wymamrotała, spuszczając wzrok.

- Nie powiesz nic więcej? – dopytywał, próbując złapać z nią kontakt wzrokowy. Nadaremno. Kaya skutecznie uciekała wzrokiem, w coraz to odleglejsze zakamarki pokoju. Liam ciężko westchnął, odkładając na bok apteczkę. – Widzę, że coś jest grane, Kaya! To już druga taka bójka w tym tygodniu, do cholery!

- Niall jest gejem, a ludziom to nie odpowiada. To jest grane, Liam – odparła grobowym tonem, zrywając się z miejsca. – Mógłbyś się sam go o to zapytać, w końcu to także twój kumpel. Niemożliwe, byś należąc do tej samej drużyny, niczego nie zauważył. Musiałbyś naprawdę ślepy. Albo specjalnie odwracałeś wzrok, kiedy jemu działa się krzywda.

- Kaya… ja o niczym nie wiedziałem, naprawdę – próbował się tłumaczyć, czego dziewczyna nie chciała słuchać. – Co mam robić?

- Porozmawiaj z nim, Liam. Zasługuje na to – mruknęła, kierując się w stronę schodów. – Powiedz Zaynowi, że jestem u siebie i… fajna koszulka – puściwszy mu oczko, wdrapała się do pokoju.

Liam nie mógł w to uwierzyć. Jak ktoś mógł się nad nim znęcać? Nad tym miłym, zabawnym, pomocnym Niallem? Niallem, dla którego najważniejszymi wartościami była: miłość, przyjaźń, lojalność, pokój. To on powinien stanąć w jego obronie, a nie Kaya. To on powinien pierwszy zauważyć, że coś się dzieje, a nie ona. Ona była tylko dziewczyną, tak naprawdę mogła niewiele. Od tej pory musiał mieć na niego oko, innego wyjścia nie widział. Zostanie jego osobistym ochroniarzem, nawet jeśli blondyn będzie uważał, że nie potrzebuje jego pomocy, on się nie ugnie. Będzie obok niego.

Z domu wyszli dwadzieścia minut później. Kaya w tym czasie przebrała się w bordową spódniczkę, na widok, której Zaynowi oczy omal nie wyszły z orbit. Koszulkę bez rękawów z wielkim sercem, czarne kolanówki, ciężkie buty, oraz skórzaną kurtkę. Przed wyjściem dziewczyna dobre kilka minut kłóciła się ze swoim chłopakiem o długość spódniczki, która według niego, była za krótka.

- Nadal uważam, że ubrałaś się zbyt wyzywająco – mruknął Zayn, trzymając dłonie w kieszeniach, patrząc na swoją dziewczynę, która uczepiwszy się jego ramienia, posyłała mu radosne spojrzenie, ani trochę nie przejmując się jego słowami. – Ty mnie słuchasz?

- Ależ skąd, kochanie – odparła prosto, całując go w usta. – Zabawnie wyglądasz kiedy się denerwujesz.

Zayn pokręcił głową, wznosząc oczy ku niebu.

Mały narwany elf, jak Zayn w myślach lubił nazywał Kayę, wskoczyła na plecy niczego niespodziewanego się Liama, który od samego początku ich drogi na imprezę, szedł zamyślony, ze wzrokiem utkwionym w ziemię, sporadycznie kopiąc kolejne spotkane na jego drodze kamyki. Szatynka domyślała się, co było tego powodem.

Pewien blondyn o głębokim, niebieskim spojrzeniu i szerokim łobuzerskim uśmiechu.

Zayn, chociaż nie zdawał sobie sprawy dlaczego jego kumpel zachowywał się tak, a nie inaczej, pokrzepiająco poklepał go po plecach, które w całości zajmowała jego dziewczyna. Liam odpowiedział lekkim skinięciem, łapiąc mocniej swoją siostrę za jej drobne nadgarstki. Dziękował, że mimo różnic charakteru, innych zdań i odmiennych zainteresowań, mogli na siebie liczyć w każdej sytuacji.

Rodzeństwo to twoi najlepsi przyjaciele do końca życia.

Gdy przyszli na imprezę, trwała ona w najlepsze. Kaya z Zaynem odnaleźli swoje miejsce na wąskim parkiecie, między innymi parami, w tym gospodyniami, z którymi przywitały się cmoknięciem w policzki. Liam poszedł do kuchni, w której na podłużnym stole poustawiane zostały różnorakie alkohole; whiskey, piwo, czysta, Jin, wino, koniak. Do wyboru do koloru, dla każdego coś dobrego.

Liam zadawalając się butelką piwa, wyszedł z kuchni. Przecinając salon, w którym jego przyjaciele bawili się w najlepsze przy hitach Nicki Mintaj, wyszedł do ogrodu. Nieopodal wodnego oczka siedziała para, która cieszyła się chwilą tylko dla siebie. Blondynka opierała głowę na ramieniu swojego partnera, pokazującego coś na niebie. Wyglądali cudownie. Widząc ich, wspomniał Danielle, swoją dziewczynę.. od zawsze. Nie pamiętał czasu, kiedy z nią nie był. Musiał to być jednak jego najsmutniejszy okres, skoro teraz, widząc burzę jej brązowych loków, mimowolnie się uśmiechał. Było jednak coś, co mu coraz mniej odpowiadało. Chociaż oboje należeli do szkolnego chóru, One Direction, mieli dla siebie coraz mniej czasu. On, należał do drużyny piłki nożnej, ona uczestniczyła w zajęciach tanecznych w Młodzieżowym Domu Kultury. Szanował jej pasje, miała talent, widział to; jednocześnie miał przeczucie, że przez nadmiar zajęć dodatkowych, nauki do egzaminów i innych rzeczy, oddalają się od ciebie. Blokował ją, nie pozwalał jej dostatecznie rozwinąć skrzydeł, trzymał przy ziemi. Nie chciał by czuła się ograniczona, z drugiej strony, nie chciał jej stracić. Zawsze chciał być przy niej. Nawet teraz, wolał być z nią w Manchesterze, niż tutaj na imprezie.

Tęsknił.

- Wolisz mój nudny ogródek niż imprezę? – usłyszał za sobą rozbawiony głos jednej z organizatorek imprezy. Powoli odwrócił głowę w jej kierunku, spotykając się ze skupionymi na nim, brązowymi tęczówkami drugoklasistki, Cher Lloyd. – Nie wyglądasz najlepiej.

- Ta, no cóż, dzięki za komplement – mruknął, pociągając łyk, z opróżnionej do połowy butelki, piwa.

- Hej, Payne, co z tobą? Przecież Danielle wraca już w niedziele. To chyba nie jest powód by się tak dołować, prawda? – położyła swoją szczupłą dłoń na jego ramieniu, lekko pocierając je, by dodać mu otuchy. Liam nie zareagował, co dla Cher było dowodem na to, że wcale nie chodzi tutaj o jego dziewczynę. – No chyba, że to nie nią się przejmujesz.

- Dlaczego moja siostra jest taka uparta? – wyrzucił z siebie. – Dlaczego nie powiedziała mi, co jest grane, tylko…

- … tylko na własną rękę działała w sprawie Nialla? – dokończyła za niego, stając tuż obok Liama, którego wzrok co chwilę wędrował w stronę pary nad oczkiem wodnym.

- Wiedziałaś?

- Byłam tam. W końcu razem z Kayą działamy w tym samym zespole. Odciągnęłam ją od Perrie, kiedy zaczynało być niebezpiecznie, chociaż nie ukrywam, że z chęcią zobaczyłabym finał.

- Cher – jęknął szatyn, zaciskając wolną dłoń w pięć – nie pomagasz mi.

- Nie miałam tego planach. Przejąłeś się – zauważyła spokojnie. – Ciekawe czemu.

- Kaya to moja siostra.

- Nie chodzi mi o Kayę, Liam. Ona umie sobie poradzić. Poza tym, ma Zayna. Jest jej księciem bez sportowego samochodu, aczkolwiek zawsze może na niego liczyć. Chodzi mi raczej, o to, czemu tak przejąłeś się tym, że Kaya stanęła w obronie Nialla? Czyżbyś…

- Niall to mój przyjaciel. Chcę mu pomagać, kiedy tego potrzebuje.

- Przyjaciel. Pomagać – powtórzyła zamyślona, zerkając w stronę domu, przez ramię – więc nie powinno ci robić różnicy, że właśnie całuje się z Joshem Devine?

- Co? – powędrował spojrzeniem w tym samym kierunku, co Cher, spotykając trzecioklasistę, oraz studenta w namiętnym pocałunku. Żadne z nich, nie przejmowało się trwającą obok imprezą. Dla nich liczyła się tylko ta druga osoba. Całkowicie zapomnieli, gdzie się znajdują. – Och.

- Przynieść ci kolejne piwo? – zapytała wesoło, klaszcząc w dłonie.

- Pójdę z tobą – odpowiedział, wyraźnie przygnębiony.

Resztę imprezy spędził na parkiecie, razem z Cher i Els, które ewidentnie powstrzymały się od rzucenia się sobie w ramiona. Czuł się źle, że widział przyjaciela w tak intymnym momencie. Przez jakiś czas zastanawiał się nawet, co odczuwa Niall, kiedy ten całuje się z Dan na szkolnym dziecińcu. Czy tak samo jak Liam w tym momencie? Tak bardzo jak starał się, o tym nie myśleć, tak mocno mu to nie wychodziło. W efekcie czego, do końca imprezy wciąż wracał do tego, co widział.

Za każdym razem jego myśli podsuwały mu coraz to dziwniejsze szczegóły, jak: lekki uśmiech Nialla, pół przymknięte powieki Josha, pot ściekający po obu czołach, podwinięty rąbek koszulki blondyna. To było niedorzeczne!

- Liam, zbieramy się. Bierzemy Nialla do siebie, ledwo stoi na nogach – Kaya skutecznie ściągnęła go na ziemię i wcale nie chodziło tutaj o zwrot „zbieramy się”, a „bierzemy Nialla do siebie…”. – Co z tobą? Pomógłbyś, a nie.

Pokręcił głową, odciążając siostrę z ciężaru blondyna, który uwiesił się na jej wątłym ramieniu, śliniąc odkrytą skórę i mamrocząc pod nosem coś, co dla niego nie miało żadnego sensu. Kaya poszła gdzieś, nim zdążył ją, o cokolwiek zapytać. Wyszedł na zewnątrz, żegnając się wcześniej z gospodyniami, utwierdzając je w przekonaniu, że impreza była udana. Na podjeździe stała taksówka, do której Liam nie wiedział czy wziąć, dopóki nie dołączyła do niego Kaya z pijanym Zaynem na swoim ramieniu, mówiąca mu, że to ona zamówiła podwózkę.

- Świetna impreza! – zawołał mulat, kiedy przymierzali ulice miasta.

- Tak Zayn – zgodziła się z nim, dziewczyna, cmokając go w policzek.






No comments:

Post a Comment