miłego czytania, aniołki! :*
***
(Luty/Londyn/2013 rok)
Caroline
Nie spodziewałam się, że moje życie wykręci mi taki numer. Jedyne, o czym myślałam to spokój. Chciałam bez problemu przejść przez życie; zaliczyć klasę maturalną, nauczyć się języka angielskiego, przynajmniej w stopniu średniozaawansowanym; dać radę na studiach, które miały pomóc mi w przyszłej pracy; pomóc Beatrice w kawiarni. Chciałam umieć rozmawiać z rodzicami i sprawić, by mi wybaczyli. Swoim podniesieniem się z doła, chciałam im pokazać, że umiem o siebie zadbać i gdy na czymś mi zależy, poradzić sobie nawet z największym gównem.
Chciałam poznać osobę, która wybrała dla mnie, taką, a nie inną ofertę. Nie miałam zamiaru zgłaszać reklamacji – wręcz przeciwnie, marzyłam by temu komuś podziękować. Możliwe, że to zasługa mojego brata, który w końcu zadzwonił do rodziców, z informacją, że obecnie mieszka w Norwegii, ogarnął się do tego stopnia, że zaczął studia na jednym z uniwersytetów na kierunku lingwistycznym, oraz, że poznał kogoś. Na razie nie chciał zradzać imienia swojej wybranki, ale obiecał dzwonić częściej. Zawsze to jakiś postęp, prawda? Nie ukrywałam, że za nim wcale nie tęskniłam, ale wiedziałam, że nie mogłam go zmusić co przylotu do jakiegoś miejsca i zostania w nim. Nie zniósłby tego. Skoro Oslo jest miejscem, w którym czuje się najlepiej, to czemu miałabym mu to odbierać?
W życiu nie spodziewałam się, że już wieku niespełna dwudziestu jeden lat zostanę żoną, kogokolwiek, a już na pewno nie sądziłam, że samego Louisa Tomlinsona; jakby na to nie patrząc, mojego idola. Przeznaczenie? Szczerze, nie wierzę w nie, ale skoro inni tak, możliwe, że coś w tym jest.
Drżącymi dłońmi przygładziłam materiał lejącej się sukni, której długi tren ciągnął się po podłodze, kiedy pokonywałam drogę z mojej i Louisa sypialni do salonu, w którym czekały już na mnie dziewczyny. Danielle, wraz z Liamem przesunęli swój ślub na późniejszy termin, tym samym chcąc skupić na organizacji naszego. Peazer razem z Perrie, Cher i Olivią robiły za moje druhny; każda z nich ubrana w taką samą błękitną sukienkę z beżowymi dodatkami. W dłoniach trzymały drobne bukieciki niebieskich kwiatków, Olivia podała mi mój własny składający się z niebiesko-beżowych.
- Boli mnie brzuch – mruknęłam, krzywiąc się, kiedy skurcz zaatakował mnie. Ten był niczym w porównaniu z tym zwiastującym poród. – Może jednak odwołamy to? Przecież jeszcze zdążę powiedzieć mu „tak”.
- Kochanie, jeszcze dzisiaj masz zostać panią Tomlinson – odezwała się Olivia, zakładając mi rękę na barki – już moja w tym głowa, by tak się stało. Razem z dziewczynami zaprowadzę cię do tego ołtarza, chociażby siłą, więc uśmiechnij się szeroko – cmoknęła mnie w policzek, dodając mi odwagi. – Powinniśmy jechać. Nie pozwólmy naszym panom czekać na siebie – zwróciła się do dziewczyn, które zebrały się koło mnie, razem z Zuzą, która także miała na sobie niebieską sukienkę z bukiecikiem.
- Mamusiu, wyglądasz cudownie! – wymigała z uśmiechem. Schyliłam się, by pocałować ją w policzek, ale ona rzuciła mi się na szyje, mocno mnie do siebie przytulając. Odwzajemniłam uścisk, omal nie zalewając się łzami. – Nie płacz, Tommo nie może zobaczyć ciebie w takim stanie. Musisz się uśmiechać! – dodała, kiedy się ode mnie odkleiła.
W tym samym momencie drzwi od mieszkania otworzyły się, wpuszczając do środka moich rodziców, którzy widząc mnie w sukni ślubnej uronili kilka łez, przytulając mnie do siebie. Mama według starej tradycji, podarowała mi starą spinkę z niebieskim oczkiem, którą wsunęła we włosy tuż nieopodal eleganckiego koka, którego związała mi Danielle. Spod domu wyjechaliśmy białą limuzyną, która została wynajęta specjalnie na tą okazję.
Ślub. Nie myślałam o nim, do czasu, aż dwa tygodnie temu Louis, podczas naszej randki wyskoczył z tekstem, że przed trasą koncertową chce się ze mną ożenić. Wiedziałam, że chcę być z nim na zawsze, ale myśl, że już wkrótce miałam zmienić status społeczny na mężatka, sprawiał, że lekko się denerwowałam. Takim sposobem siedziałam teraz w przestronnej limuzynie, czując się niemal jak gwiazda filmowa, jadząca na premierę swojego filmu w sukni, za którą bez problemu można by przez miesiąc wyżyć czteroosobową rodzinę. Musiałam jednak przyznać, że była śliczna. Długa, wykonana z lekkiego materiału, luźno opadająca na moje chude nogi, trzymająca się na wątłych ramionach i prawie niewidocznych piersiach, którym dodano kilku rozmiarów dzięki odpowiedniemu biustonoszowi push-up. Wycięcie w dekolcie, które według mnie jest zdecydowanie za duże, oraz odsłonięte plecy sprawiały, że modliłam się, by ksiądz przypadkiem nie wyrzucił mnie z kościoła. Na szczęście miałam na sobie jeszcze bolerko, które skutecznie zasłaniał tatuaż na łopatce, oraz na ramieniu. Ozdoba na żebrach była przysłonięta przez sukienkę, gorzej z małym serduszkiem za uchem.. Niech ksiądz okaże się ślepy, proszę. Ostatnią częścią ślubnej kreacji, były buty. Tym razem nie mogłam się od nich wywinąć, chociaż przeczuwałam, że na weselu zmienię je szybciej, niż mi się wydaje. Wysokie, naprawdę wysokie obcasy, miały na szczęście platformę, dzięki czemu, nogi były stabilniejsze.
Nie zarejestrowałam momentu, w którym zatrzymaliśmy się przed kościołem. Ręce niemiłosiernie mi się pociły. Nie chciałam tego. Szlag niech to weźmie. Nie denerwowałam się, kiedy po raz pierwszy z nimi rozmawiałam; kiedy Andy wbrew mojej woli zaciągnął mnie do mieszkania Louisa i Harrego; nie zawstydziłam się, gdy Louis pocałował mnie w swojej kuchni, niemalże na oczach swojego przyjaciela. Kiedy bawiliśmy się na mojej imprezie urodzinowej. Kiedy rozmawiałam z Harrym. Nie denerwowałam się, aż do teraz… do dnia, w którym miałam stać się żoną Tomlinsona.
Przed kościołem stała już cała rodzina Louisa; rozwiedzieni rodzice, pięć młodszych sióstr, oraz wózek z naszym synem, który trzymała Lottie z Fizzy. Podeszłam do nich, ściskając się z każdym, nawet dwiema uroczymi bliźniaczkami, które zaraz po tym porwały Zuzę. Każda z dziewczynek wyglądała podobnie, chociaż ich sukienki były w różnym stylu i odcieniu beżu, to pasowały do siebie.
- Jesteście śliczne – powiedziałam z uśmiechem, przytulając wesołą gromadkę. – Fizzy, Lottie dziękuję za opiekę nad Larrym, mam nadzieje, że nie mieliście z nim dużo problemu.
- Ależ skąd, Caro – szesnastolatka pachnęła ręką, uśmiechając się promiennie. – Będę mieć na niego oko, kiedy ty będziesz składała przysięgę małżeńską mojemu bratu – zapewniła, puszczając do mnie oczko. Polubiłam ją, była wyjątkowa, wyluzowana i tak bardzo podobna do Louisa, jak to tylko możliwe. Tuż za nią stał jej chłopak, Martin, który wyglądał na dość zakłopotanego.
- Rozluźnij się chłopie, bo jeszcze pomyślą, że masz kijek w dupie – na moje słowa Lottie razem z Fizzy i ich mamą, zaśmiały się melodyjnie. Starsza z sióstr przytuliła chłopaka do siebie, na co ten wyraźnie się rozluźnił. – Tak lepiej, gołąbeczki.
- Moim zdaniem, już czas byś dołączyła do swojego – odezwała się Cher, ustami muskając moje ucho, wywołując gęsią skórkę.
Skinęłam głową widząc, jak rodzina Tomlinson razem z moimi dziećmi i mamą wchodzą pierwsi do kościoła. Zuza razem z bliźniaczkami wyraźnie wyrwały się do przodu, miały sypać kwiatki na wszystkie możliwe strony, tworząc tym samym ścieżkę, po której miałam przejść razem z moim tatą, który miał moją rękę oddać Louisowi. Ten zwyczaj podobał mi się najbardziej, dlatego nie wyobrażałam sobie, by nie wkomponować go w polsko-brytyjski ślub. Pewnie złapałam mojego ojca pod ramię, uśmiechając się do niego. W kącikach jego oczu czaiły się łzy szczęścia i wzruszenia. W tym momencie wyglądał jak mały chłopiec, który wzruszył się przy oglądaniu jakieś smutnej bajki.
To on miał być dla mnie oparciem, a nie na odwrót!
Wolnym krokiem, w rytm marszu weselnego, który słychać było na zewnątrz kościoła, ruszyliśmy przed siebie. Byłam zaskoczona, że nigdzie nie było ani jednego fana, czy dziennikarza, którzy z pewnością nie ominęli by takiej imprezy. Długo nie zawracałam sobie tym głowy, bo kiedy tylko moim oczom ukazała się piątka, ubranych w garnitury chłopaków, uśmiech mimowolnie mi się poszerzył. Wśród nich stał on, mój facet, mąż, ojciec moich dzieci. Największy przystojniak, jakiego Bóg stworzył. Louis w kieszonkę od garnituru wsadzony miał niebieski kwiatek, dokładnie takiego samemu koloru co bransoletka z muliny, którą dostrzegłam na jego nadgarstku. Sama miałam na sobie białą i chociaż symbolika kolorów noszonych przez nas różniła się od tej, związanych z kwiatami, wiedziałam, co sobie nawzajem przekazujemy.
Zamiast słuchać księdza, ja non stop świdrowałam Louisa wzrokiem, który wyglądał na totalnie wynudzonego, chociaż uśmiechał się chłopięco, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów. Co jakiś czas stroił do mnie zabawne miny, które widział także ksiądz, bo co rusz i on się uśmiechał. Niebieskie oczy chłopaka, spoczywały na moim biuście, przesuwając się co raz niżej, aż zatrzymały się na obcasach. Podniósł brew w niemym pytaniu, na co wzruszyłam ramionami.
- Tak – szepnął Louis kilkanaście minut później, patrząc mi prosto w oczy.
- Tak – powtórzyłam, kiedy nadeszła na mnie pora.
Wymieniliśmy się obrączkami, które podał nam Harry z tym swoimi łobuzerskim uśmiechem. Z tą chwilą i na wieczność, zostałam żoną Louisa Williama Tomlinsoną, matką jego dzieci. Jedna rzecz się nie zmieniła… na zawsze zostanę już jego największą fanką.
Co z pozostałymi?
Dopiszcie sobie to sami…!
_____________________________________
Od matrioszki: No i jak epilog? Podobał się Wam, czy może spodziewaliście się czegoś zupełnie innego? Czegoś w stylu.. "5 lat później"? Nie chciałam tego pisać. Możecie ostatnie słowa Caroline potraktować jako zachętę do dopisania sobie ciągu dalszego historii :)
A teraz trochę podziękowań: Dziękuję, że ze mną byliście! Dziękuję za każdy Wasz komentarz. Dziękuję, że mnie motywowaliście, że chcieliście czytać moje bazgroły. Że... no prostu Wam dziękuję. Nie wiem co mam Wam jeszcze napisać. Mam wrażenie, że każde kolejne słowa są niewystarczające. Jesteście cudowni! :*
A teraz trochę podziękowań: Dziękuję, że ze mną byliście! Dziękuję za każdy Wasz komentarz. Dziękuję, że mnie motywowaliście, że chcieliście czytać moje bazgroły. Że... no prostu Wam dziękuję. Nie wiem co mam Wam jeszcze napisać. Mam wrażenie, że każde kolejne słowa są niewystarczające. Jesteście cudowni! :*
Statystyka na ten moment:
Liczba wyświetleń wczoraj: 183
Liczba wyświetleń w ostatnim miesiącu: 4 831
Łączna liczba wyświetleń: 13 518
Najczęściej wyświetlany był rozdział 29.
Najwięcej komentarzy uzyskał rozdział 3.
Co moim zdaniem najciekawsze - o ile to prawda (:D) - prócz w Polsce, tego bloga czytają jeszcze osoby z: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii (tak, Kate wiem, że to Ty! :D), Niemców, Litwy, Rosji, Białorusi i.. Malezji! WOW!
Na koniec zapraszam Was jeszcze na bloga, na którym historia wciąż trwa, aktualnie opublikowanych jest na nim siedem rozdziałów :) liam-and-niall-bromance.


